"cudownie jest, powietrze jest" 2008-11-13 14:18:12

Co u mnie?
Generalnie to znalazłam pracę. Świetnie płatną, z dobrym dojazdem. Kawka, herbatka, biureczko, telefonik. Cud, miód i porzeczki. Przy czym praca ów miała jedną wadę, jedną maleńką a jednak ważną w sytuacji życiowej. Była to praca na umowę zlecenie, co nie podwyższało zdolności kredytowej a mieszkanie swoje własne by się przydało. Tak więc ładnie dałam wypowiedzenie, na chwilkę po tym jak dostałam decyzję z innej firmy, że mnie chcą i dadzą umowę o pracę.
Oczywiście zarobki mniejsze o połowę, ale za to jakże ważne dla kredytu. Dwa dni po wręczeniu przeze mnie wypowiedzenia, pierdolnęła giełda i chuj. Ani dobrej pracy ani kredytu.

To tyle jeśli chodzi o kwestie pieniędzy.

Kwestia psychiczna jak wyżej.

Kwestia zdrowotna jeszcze gorzej. Ponieważ własnie z powodu przeciągającej się anginy nie mogę się zebrać by zacząć nową pracę. Dobrze, że nie wyznaczyli mi terminu. Bo generalnie w mojej nowej robocie na ma czasu na kaszel. Będę zapierdalać tak, że nawet w nos się nie będę mogła podrapać a co dopiero wykaszleć tą całą flegmę która mi zalega.

No i wczoraj byłam sobie wyrwać ósemeczkę. Chirurgicznie. Nie bolało wcale.
Póki nie zeszło znieczulenie.
Aktualnie zdycham z bólu a gdy dodatkowo kaszlę to  zakopuje się pod ziemię.
W ogóle kaszel ryja i wielkiej dziury po zębie mi nie rozrywa.

skomentuj (3)

"tak dłużej być nie może, niebawem pójdzie na noże.." 2008-11-03 19:14:06

Absolutnie niebawem nadrobię zaległości. To Warszawa! Zakichany ciąg!

Jak się opanuję to dam znać. Aktualnie jestem chora na angine i mam troszkę czasu.

Jeno tylko opanuję trochę te konwulsje kaszlowe i jak tylko utrzymam pion to wracam do komputerka i nadrabiam to co straciłam.

AVE!

skomentuj (2)

"zabieszczaduj razem z aniołami" 2008-09-04 08:17:37

Wiem, wiem.... nie daję znaku życia.
Byłam na wakacjach w Bieszczadach (łącznie z przesiadkami 16 godzin podróży w jedną stronę, masakra!) a teraz nałogowo gram w Simsy.

Na Wakacjach byłam od środy do niedzieli (pod koniec sierpnia) i tak mieliśmy nocleg umówiony z kobieciną. Nie dość, że jak dojechaliśmy to chciała 100% więcej tego co mówiła przez telefon, to jeszcze w piątek kazała dopłacić dodatkowo klimatyczne. Tośmy jej powiedzieli co myślimy o zmianach umowy (niestety niepisanej) w trakcie. Po tym jak już powiedzieliśmy (grzecznie – bo to trzeba podkreślić) to nam powiedziała że się mamy wynosić. Oddała nam nieprzespaną kasę i poszliśmy z plecakami w góry. Ogólnie to był festiwal Bieszczadzkich Aniołów (dzień trzeci – więc nie ma szans żeby znaleźć jeszcze jakieś wolne kwatery). Akcja działa się w Dołżycy (tam była kwatera)– dziury zabitej decham w której nie ma dosłownie nic prócz kilku domów, pól i lasówi i w Cisnej (20 minut piechotką)gdzie dwa sklepy spożywcze są obok siebie a nad jednym jest gospodarczy w którym można kupić pieluchy i papier toaletowy. W każdym razie, na kupno namiotu tam .. nie było szans. 

Postanowiliśmy pojechać do pobliskiego Sanoka. Tłukliśmy się tam 3h busikiem zawalonym maksymalnie, z plecakami ciężkimi na kolanach (no bo przecież mieliśmy mieć kwaterkę to sobie Gosia zabrała różne pierdoły, w tym wielki kufer kosmetyków i prostownicę itp.). Na miejscu zapytaliśmy pierwszego lepszego przechodnia o jakiś pobliski sklep w tym stylu lub supermarket. Pan nas skierował ale zaznaczył jednocześnie iż, nie ma szans by ten był otwarty owego dnia, ponieważ było jakieś tam zakitrane święto (15 sierpnia). 
Wyjechać nie mieliśmy zamiaru wszak już w sobotę miał być koncert główny a na nim Stare Dobre Małżeństwo! Więc choćby pod mostem, ale przespać się gdzieś musieliśmy.
Postanowiliśmy wrócić do Cisnej i coś pokombinować. Oczywiście koncert główny już blisko więc ludzie tabunami walą. Wszystkie PKSy w tamtą stronę zawalone całe. Ludzie śmierdzą, piją, ocierają się a autobus którym się tłoczymy (busik niestety nie wracał) niedomaga z górki na serpentynie. Śmierć w oczach. 
Gdy dotarliśmy do Cisnej poszliśmy coś zjeść i do tego gospodarczego na górze co by poszukać czegoś w zastępstwie namiotu. Ceraty albo czegokolwiek co by nas uchroniło przed deszczem o który w Bieszczadach nietrudno. 
Pani sklepikarka spadła nam z nieba i powiedziała, że przecież noclegi organizują w szkole tamtejszej. Pognaliśmy więc tam czym prędzej.
Noclegi w szkole odbywają się na korytarzach na karimatach (własnych – których to oczywiście nie mieliśmy) więc do niedzieli spaliśmy na podłodze przykryci ciuchami. Przez to wszystko do dzisiaj biegam do łazienki co 10 minut.

A co do koncertu, to też było ciekawie... o czym napiszę niebawem.

 

skomentuj (3)

walking in the rain 2008-08-08 09:45:09

Mam czego chciałam. Nareszcie coś się dzieje. Byli ostatnio znajomi na weekend. W sobotę od rana łaziliśmy po centrum handlowym a wieczorem poszliśmy do kina, żeby sobie obejrzeć delfiny w wersji 3D. Film dokumentalny o delfinach na mnie zrobił wrażenie żadne. Ale Julka skutecznie dostarczyła rozrywki. Począwszy od jej słodko-śmiesznego wyglądu w za dużych okularach poprzez głaskanie delfinów i odpędzanie się wraz ze wskakiwaniem mi na kolana ze strachu gdy owy się zbliżał. Generalnie ja i Marta miałyśmy łzy w oczach ze śmiechu.
A powrót do domu był po prostu uroczy. Trzeba być mną, żeby to przeżyć. Bo, jeżeli w Warszawie jest dwuminutowe oberwanie chmury, kiedy to napiernicza deszczem, że aż fale na ulicy się robią, to są to akurat dosłownie te minuty w których ja przesiadam się z autobusu do metra. A później stoję w metrze i woda mi skapuje nawet z majtek gdy dookoła wszyscy są suchutcy.
Natomiast od wczoraj jestem w Jastrzębiu i bawię się świetnie.

skomentuj (3)

niech już idzie lasem ta pani jesień co jarzębine w koszu niesie 2008-07-31 22:27:29

Tak, wiem... sporo mnie nie było.
W międzyczasie rzuciłam palenie, ze trzy razy nawet. I trzy razy wróciłam do zabawy/
Później leżałam na kanapie i obmyślałam jakie liczby wytypować w lotto, aby ostatecznie nie trafić ani jednej. Następnie siedziałam i oglądałam wszystko co tylko dało się obejrzeć w telewizji, pocąc się w naszym genialnie przepłacanym (za wynajem) mieszkaniu. 
Mieszkaniu które znajduje się na rogu bloku, na ostatnim piętrze, po stronie zachodniej.. czyli tam gdzie od 13tej napierdala słońce, że oddychać się nie da, tam gdzie od dachu i ścian wali ciepło. Generalnie jak by świeżą makrelę powiesić na ścianie pod sufitem to wystarczy chwilka a rybka uwędzona będzie na cacy.

No, to idę poleżeć.. niech mnie się nadal to białko ścina.

Jak mi się zetnie.... dam znać.

Wędzonka.

skomentuj (0)

Warszawskie - na zdrowie! 2008-07-17 13:15:45

Jednym z głównych argumentów za przeprowadzką był fakt, że w Warszawie firma finansuje opiekę medyczną w jakimś porządnym zakładzie.
Jako matka, żona i kucharka stwierdziłam, że to jest agrument mocny na tyle, by ulec. Dobra opieka za darmo kontra NFZ... nie można postąpić inaczej. Postanowiłam, że przeprowadzę się, wyleczę wszystko prywatnie, przejdę ciążę prowadzoną przez prywatnego ginekologa, urodzę z prywatną położną i tym razem ze znieczuleniem. A po tym wszystkim wrócę do Jastrzębia. 

Taki był plan. 

Wszyscy w firmie  zadowoleni z opieki. To można i tamto można. Ginekolog dobry podobno. USG płodu – kolorowe. Cud, miód i orzeszki.

Ponieważ już troszkę tutaj mieszkam postanowiłam rozpocząć kurację. Na początek dentysta, później okulista... etc. Zadzwoniłam, umówiłam wizytę na 8 rano. Wszystko ładnie pięknie.
Kolejnego dnia wstałam o 5:00, wielkie śniadanie, wyszorowałam porządnie zęby i ruszyłam na tramwaj by dotrzeć do celu.
Ledwo wybiła 8:00 a już pani wywołała mnie do swego cudnie wypachnionego nowoczesnego gabinetu. Już czuję ten zapach pięknych zębów, myślę że jak już je wszystkie wyleczę to załatwię aparat by zlikwidować ten rowek między czwórką a piątką na dole, po lewej stronie. Pani zadała milion pytań o moich chorobach, później obadała co wyleczyć a co nie, po czym stwierdziła: 
-Na początek muszę panią poinformować, iż w pani pakiecie nie ma leczenia, więc będzie ono płatne.
-Hmmm ?  
-W pakiecie jest pomoc doraźna w przypadku bólu, czyszczenie, fluoryzacja, lakowanie, przegląd ........itp.
-Dobrze, że mnie pani poinformowała, ponieważ nie zdawałam sobie sprawy. – powiedziałam, delikatnie usuwając się z fotela na myśl o obecnej zawartości mojego portfela 
-W takim razie proszę się zorientować w kosztach a tymczasem umówię panią na oczyszczanie, tak?
-Oczywiście. Dziękuję. Do zobaczenia.

Tak więc przykro mi bardzo. W płatne i prywatne to Jastrzębie też jest zaopatrzone.

Ostatnia szansa to okulista, bo czuję że moje minusy się pogłębiają.
Jak mnie zbada i powie, że mam słaby wzrok a za wyznaczenie dioptrii zażąda zapłaty.. to WRACAM moi mili. 

Do domu wracam i do NFZtowskich kolejek.

 

skomentuj (4)

prawie jak z mężczyznami... kradziony zawsze cieszy najbardziej :D 2008-07-15 22:23:22

Właśnie dzisiaj mnie tchnęło, że ja kiedyś coś NAPRAWDĘ ŚWIADOMIE UKRADŁAM (bo, że jestem kleptomanką zapalniczek to wszyscy wiedzą i przy mnie rękę na swym ogniu trzymają).
Akcja się działa na wycieczce szkolnej, w podstawówce. Moja mama, jeszcze-wtedy-Nie-czat-Królowa, dała mi kieszonkowe oszczędzone specjalnie na okazję wycieczki córeczki. Wielką grupą udaliśmy się do sklepu, po nikomu nie potrzebne i badziewne pamiątki. Nie pamiętam w jakim mieście, ani co to był za sklep, ale pamiętam wielką ladę a na ladzie w pudełku były kulki. Kolorowe kulki do kąpieli. Ktoś pchnął pudełko ręką i wszystkie poleciały na podłogę. I wszyscy nagle tacy pomocni byli, rzucili się zbierać.. A jak już wyzbierali to dziwnym trafem o połowę mniej tego było w owym pudełku.
Ja też zbierałam. Troszkę oddałam, troszkę zabrałam. Nieważne.

Ważne jaka kąpiel była po powrocie z wycieczki. Wanna pełna kulek, woda śliska i tłusta, śliczny zapach. Cudownie.

Wczoraj byłam w kolejnym z wielkich centrów handlowych (w tej Warszawie tego jest tak nakitrane, że nie sposób nazw spamiętać) i zakupiłam (tym razem) sobie takie właśnie kulki kolorowe. Wróciłam do domu. Nalałam wody do wanny, wrzuciłam zakup, weszłam. I dupa.

Troszkę pachniało jedynie. Nie było ani troszkę tego fajnego tłuszczu, unoszącego się na powierzchni wody brudu, zero przyjemności.

I niech no mi ktoś jeszcze raz powie, że najbardziej cieszą rzeczy zakupione za pieniądze ciężko zarobione!

skomentuj (3)

Księga Gości

Archiwum
2008
listopad
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty




who's online
Profil użytkownika Małgorzata Ho-Janecka
statystyka
Randki